8 min czytania

Trzeźwe Opowieści Oberżyświata: oto przed Państwem Armagnac rocznik 1961!

fot. GRZEGORZ KOZAKIEWICZ

Debiut w szacownym Ilustrowanym Kurierze Codziennym wymaga przedstawienia butelczyny niebanalnej. Dlatego zaczynam nasze, mam nadzieję, regularne spotkania od trunku, który ma w tej chwili tyle lat, ile autor tych słów. Oto przed Państwem Armagnac rocznik 1961!

Cesarz wśród królów, król wśród książąt! Prawdopodobnie najszlachetniejsza wódeczność świata! Armagnac – w wersji spolszczonej Armaniak – czyli „mówiący po gaskońsku” to wódka prastara. Znana od prawie tysiąca lat. Tyle trwają tradycje destylowania młodego wina w Gaskonii. Jest też armaniak od 1909 roku zastrzeżonym znakiem i szanowanym znakiem towarowym. Żadnych nowinek! Zawsze tak samo. W takiej butelce nigdy nie będzie niespodzianek. Będzie stateczna, dostojna, przyniesie smakową pewność. Armaniak to arystokrata wśród alkoholi. Porównywalny tylko ze swym bratem, koniakiem pochodzącym z Cognac.

Winogrona tylko z ściśle określonych szczepów białych winogron, z gaskońskiego areału także ściśle wskazanego. Precyzyjnie opisano każdy z 13 tysięcy hektarów! Wino fermentowane tylko ściśle wskazaną ilość dni (12). Destylowane w aparacie do pracy ciągłej. Moc wstępnego destylatu też musi być ściśle określona – nie mniej niż 52 i nie więcej niż 72 procent. Pić się tego jeszcze oczywiście nie da, choć jest już oceniany przez speców od kupażu. Niezbyt smaczny bezbarwny gon trafia do beczek o ściśle określonej wielkości. Chodzi o to, by kontakt alkoholu z dębem był ściśle przewidywalny – litr trunku na ok. 25 centymetrów kwadratowych drewnianej klepki. Wyliczono więc, że beczki mają mieć 400 litrów. W zasadzie mogłyby być większe, ale ściany wewnętrzne musiały by być karbowane, aby zwiększyć powierzchnię kontaktu alkoholu z drewnem – tak się czasami robi z winami lub winiakami. Jednak na takie sztuczki w Gaskonii nie pozwalają. Oczywiście czarny dąb użyty do dojrzewania armaniaku też musi pochodzić ze ściśle określonego rejonu Gaskonii.

Co by tu jeszcze… Wpierw destylat trafia na przynajmniej rok do beczek młodych, potem statecznieje w beczkach starszych. Do butelek trafi najwcześniej za dwa lata. I nie będzie to nic szczególnego, ot, trzygwiazdkowy głuptas. Po czterech, pięciu latach w beczkach nabierze praw poważniejszych, oznaczanych systemem liter, który wytłumaczę przy innej okazji. Przed rozlaniem do butelek armaniak bywa uzupełniany wodą, tak aby miał dokładnie 40 procent zaszczytnej mocy. Jeżeli długo spoczywa w beczce to wody niemal nie wymaga, gdyż procenty przez dąb powolutku uchodzą. Oczywiście nikt nie zdaje się na przypadek. Trunek z różnych beczek i różnych roczników (zawsze starszych od podstawowego) jest mieszany w poszukiwaniu idealnego smaku. Miesza się co najmniej kilka starzonych destylatów, a bywa że kilkanaście i więcej. Smak musi być przecież powtarzalny. Idealnie zgodny z zapamiętanym przez klienta. … Prawda, jakie to proste?

No ale to przecież jeszcze nie koniec. Armaniak w butelce już się nie zmieni. Mimo to wybitni znawcy tego trunku jeżeli nawet zdecydowali się na butelkowanie i sprzedaż, zawsze coś tam przychomikują. W tej chwili w sprzedaży (oczywiście tylko w kilkudziesięciu specjalistycznych sklepach na świecie) są nawet roczniki pamiętające Aferę Dreyfusa! Szanujący siebie (i klientelę) sprzedawca dysponuje wszystkimi rocznikami pochodzącymi z XX wieku. I strzeże tych skarbów niczym krajowych rezerw złota. W Polsce jeszcze długo tak kompletnych „sklepików” nie będzie, choć Armagnac różnych roczników na półkach barowych się pojawia. Butelka z 1900 roku kosztuje obecnie około 4 000 euro (a zdarza się, iż kilkanaście tysięcy). Butelka z roku założenia IKC (1910) to co najmniej 3 000 euro. Butelka, którą ja się dzisiaj cieszę (rocznik 1961 – Bas Armagnac) warta jest prawie 600 euro. Czyli kieliszek tej przyjemności jest wart tyle ile bilet Pendolino z Krakowa do Warszawy. Moją flaszę nabyłem przed kilkunastu laty, by przechować na jaką chwilę szczególną. Przechowywałem w trezorze w ciemnościach i stałej temperaturze 15-16 stopni Pana Celsjusza. Kilka lat temu rozkruszyłem zalakowaną główkę i odkorkowałem. Przynajmniej na pierwszy po mej pięćdziesiątce toast. I jeszcze coś tam w szkle jest! Dzisiaj szlachetne krople Bas Armagnac dedykuję pijącym i abstynentom wśród Czytelników IKC.

Jak to smakuje? Zadziwiająco delikatnie, z nutką owocową, waniliową. Smak trwa i trwa. Pieści język, podniebienie, przełyk. Żadnej agresji. Aksamit. Pity w dużym kieliszku cieszy nas rozchodzącym się wokół aromatem. Wącham więc zachłannie i popijam drobnymi łyczkami by pląsał i tulił się do mnie jak najdłużej.

WRAŻENIA: …słowa przychodzą mi do głowy ogromne: pikantna łagodność harmonii, harmonijna kwintesencja wzruszeń, wzruszająca cierpkość doświadczenia… barwa ciemnego bursztynu; klarowność absolutna; ślad na kieliszku smugowy; aromat wyrazisty, owocowy z domieszką karmelową, bardzo długi; smak wybitnie jednorodny; moc 40 proc.

SERWOWANIE: najlepiej oddaje swe zalety w klasycznym koniakowym kieliszku, jego zawartość powinna być podgrzewana ciepłem dłoni przez kilka minut. Nalewamy oszczędnie, po krakowsku. Armagnac to doskonały finał powolnych obiadów, udanych negocjacji. Lubi towarzystwo kawy, czekolady, karmelowych deserów i dobrego tytoniu.

PRZEMYSŁAW

OBERŻYŚWIAT

OSUCHOWSKI

Fot. Grzegorz Kozakiewicz

© GOZDAWA PROJEKT, Kraków 2020

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.

Ostatnie wpisy

Star Wars i wino

Wyobraźnia, pasja, doskonałość i pionierski duch… Wyobraź sobie miejsce, gdzie najbardziej kreatywne umysły spotykają się w

Hiszpania na talerzu

Kuchnia hiszpańska, wielobarwna, aromatyczna, kształtowana na przestrzeni wieków, przenikająca się kulinarnie z innymi narodami, jest jedną